Eagles wracają do gry

1 maja 2013

Po wyraźnej porażce na własnym obiekcie z Seahawks Gdynia 7:20 futboliści Warsaw Eagles nie mieli zbyt wyraźnych min. Debiut przy ul. Konwiktorskiej wypadł przeciętnie, co tylko podrażniło dumę wicemistrzów Polski. Na poprawę nastrojów warszawianie nie musieli długo czekać, a ich łupem padli Zagłębie Steelers Interpromex.

W pierwszych dwóch spotkaniach sezonu zasadniczego Szymon Modzelewski nie złapał ani jednego podania. 32-letni wide receiver ustępował pola przede wszystkim Clarence’owi Douglasowi Andersonowi, Filipowi Mościckiemu i nieobecnemu w Będzinie Jakubowi Zduniowi. Modzelewski odpalił na początku pierwszej kwarty gry gdy wykorzystał 8-jardowe podanie od krytykowanego za słabe występy Shane’a Gimzo. Amerykański rozgrywający w spotkaniach z Kozłami i Seahawks zanotował mizerne jedno przyłożenie i 188 jardów po akcjach podaniowych. - W poprzednich sezonach było tak, że kiedy przychodził do nas nowy quarterback, to musiał się wiele nauczyć. Teraz to nie jest konieczne. Shane wie, jak pobiegnie Clarence. Komunikują się ze sobą spojrzeniem, wiedzą, kiedy, gdzie i jak ma polecieć piłka – mówił przed rozpoczęciem sezonu Philip Dillon, szkoleniowiec Eagles.

Zapowiadanej chemii nie widzieliśmy aż do rywalizacji ze Steelers. Oczywiście sympatycy Orłów mogą bronić swojego rozgrywającego, który pierwszy mecz w Polsce rozgrywał przy -20 stopniach Celsjusza, a drugi przeciwko zasiadającym na tronie Seahawks Gdynia. Nie jest to debiutancki zestaw marzeń, ale od amerykańskich zawodników zawsze wymaga się gry na 100% od pierwszego snapu.

Skuteczność przede wszystkim
Po zdobyciu punktów przez Modzelewskiego Orły nie zwalniały tempa. W końcu z bardzo dobrej strony pokazał się Anderson punktujący najpierw po 1-jardowym podaniu od Gimzo, a następnie po 16-jardowej akcji biegowej. Orły do czerwonej strefy poprowadził Gimzo, który tej serii zagrywek dobrze współpracował z korpusem skrzydłowych. W wywiadzie pomeczowym Gimzo przyznał, że warszawianie przez ostatnie dni bardzo mocno pracowali nad przyspieszeniem gry w ofensywie. To było widać w starciu ze Steelers.

Po pierwszej kwarcie Orły odleciały Hutnikom na 20 punktów prezentując ładny dla oka futbol, a co najważniejsze skuteczny. Po porażce z Seahawks wielu komentatorów zarzucało Eagles bardzo słabą egzekucję założeń taktycznych, co nie przekładało się na brak licznych akcji punktowych. Swoje trzy grosze dołożył nawet defensywny liniowy Tomasz Szczeszek. - W ataku kilka razy byliśmy w red zone, ale nie potrafiliśmy zaliczyć tych kilkunastu ostatnich jardów na przyłożenie. Nie kopaliśmy, w ogóle nie wykończaliśmy zagrywek. Przygotowujemy się od listopada, atak się zgrywa, a zgrać się nie może.

Zmotywowani mocnymi słowami jednego z liderów defensywy, atakujący Eagles w drugiej kwarcie dołożyli kolejne 14 punktów. Najpierw krótką serię ofensywną poprzedzoną interception Mateusza Adamczewskiego zakończył 1-jardowym biegiem Piotr Osuchowski, a następnie swoje trzecie przyłożenie w tym spotkaniu zanotował Anderson. MVP wrześniowego Euro-American Challenge wykorzystał 50-jardowe podanie od Gimzo wywołując euforię Phillipa Dillona. - W pierwszej połowie graliśmy na pełnych obrotach - stwierdził defensive back Łukasz Koniusz. Eagles wykorzystywali praktycznie każdą nadarzającą się okazję, czego rezultatem było prowadzenie 34:0.

Hutnicy nie potrafili przeciwstawić się dobrze dysponowanym rywalom. Akcje biegowe Marcina Michalczewskiego i quarterbacka Travisa Taylora to było zbyt mało na dotrzymanie kroku stołecznym. Niewiele dobrego przyniosły również próby współpracy na linii Taylor-Ondra Chvojka i Taylor-Piotr Strzałkowski.

Połowa rezerwowych
Po zmianie stron na murawie zameldowali się wszyscy gracze Eagles ze składu meczowego. Przy tak wysokim wyniku trener Dillon postanowił dać odpocząć swoim liderom , co odbiło się na wyniku. W trzeciej kwarcie Orły zagrały tylko jedną serię ofensywną nie zdobywając ani jednego punktu. Przewagę zyskali Hutnicy, którą udokumentowali na początku czwartej odsłony. Gospodarze wykorzystali błąd przyjezdnych zdobywając touchdown po 1-jardowym biegu rozgrywającego Macieja Szczerby, który po przerwie zastąpił Travisa Taylora. Początek całej akcji dało nieudane wznowienie przy próbie odkopnięcia futbolówki przez Eagles w trakcie czwartej próby.

Chwilę później Orły popełniły kolejny błąd. Jeden z zawodników Eagles stracił piłkę podczas akcji powrotnej i na murawie zameldowała się formacja ofensywna Steelers. Tym razem podopieczni Jasona Blasko nie wykorzystali prezentu tracąc futbolówkę na rzecz obrony warszawian.

Wynik meczu ustalił były futbolista Kraków Tigers Filip Mościcki. Skrzydłowy Eagles ładną dla oka 34-jardową akcją biegową odebrał Hutnikom ochotę i chęci do walki.   

Steelers mieli pecha, że trafili na Eagles tuż po ich kiepskim występie przeciwko Seahawks. Podrażnioną dumę warszawian trudno powstrzymać samymi chęciami. W tym momencie Eagles to jeden z zespołów całkowicie nieosiągalnych dla Hutników. Przed drużyną z Zagłębia dwa teoretycznie łatwiejsze spotkania.  5 maja Hutnicy podejmą Rebels, a 11 maja pojadą do Poznania na mecz z Kozłami.


Eagles mają wielokrotnie większy budżet.

Z Szymonem Widerą, prezesem Zagłębie Steelers Interpromex, rozmawia Piotr Bera.

Jesteście zadowoleni z osiągniętego wyniku?
Jak możemy być zadowoleni, gdy przegrywa się 34 punktami. Nie można ugrać nic więcej gdy gra się z drużyną mającą budżet 7 czy 8 razy większy. Mimo to, muszę przyznać, że grało się znacznie lepiej niż z Devils Wrocław. Warszawianie zaprezentowali zupełnie inną kulturę gry.

Travis Taylor zszedł z boiska, bo nie byliście zadowoleni z jego postawy?
Travis zagrał tylko połowę, bo nie widzieliśmy szans na osiągnięcie korzystnego rezultatu. Daliśmy szanse zmiennikom w celu uniknięcia urazów. Przed nami dwa bardzo ważne mecze z Rebels i Kozłami.

Oba zespoły są w Waszym zasięgu. Jeśli chcecie zachować szansę na awans do półfinału to musicie wygrać te spotkania.
Kozły ściągnęły rozgrywającego ze Stanów i są wielką niewiadomą. Widziałem Jeffrey’a Legree na Euro-American Challenge i szczególnie mnie nie zachwycił. Kozły w najbliższy weekend jadą do Warszawy i zobaczymy czy zdobędą jakieś punkty. Jeśli tak, to mogę śmiało powiedzieć, że to posunięcie było dobrym rozwiązaniem.

AZS Silesia Rebels stracili w tym sezonie już 164 punkty. Wydaje się, że wygrana z Rebeliantami powinna być tylko formalnością.
Każde zwycięstwo wezmę w ciemno. Nieważne czy jednym punktem, czy dwudziestoma. Nie zależy mi na bardzo wysokim zwycięstwie i zgnębianiu rywali. Liczy się przede wszystkim wygrana dająca dwa punkty w tabeli.


Zagłębie Steelers Interpromex - Warsaw Eagles 7:41 (0:20, 0:14, 0:0, 7:7)

I kwarta
0:7 przyłożenie Szymona Modzelewskiego po 8-jardowej akcji po podaniu Shane'a Gimzo (podwyższenie za jeden punkt Dawid Więckowski)
0:13 przyłożenie Clarence’a Andersona po 1-jardowej akcji po podaniu Shane'a Gimzo
0:20 przyłożenie Clarence’a Andersona po 16-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Dawid Więckowski)

II kwarta
0:27 przyłożenie Piotra Osuchowskiego po 1-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Dawid Więckowski)
0:34 przyłożenie Clarence’a Andersona po 50-jardowej akcji po podaniu Shane'a Gimzo (podwyższenie za jeden punkt Dawid Więckowski)

IV kwarta
7:34 przyłożenie Macieja Szczerby po 1-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Sebastian Pyśk)
7:41 przyłożenie Filipa Mościckiego po 34-jardowej akcji biegowej (podwyższenie za jeden punkt Dawid Więckowski)


Mecz obejrzało 200 widzów

MVP meczu: Szymon Modzelewski (skrzydłowy Warsaw Eagles)